poniedziałek, 12 października 2015

II Zasada: Nigdy się nie spóźniaj

-Wstawaj śpiochu!-ktoś krzyczał za oknem, z niechęcią podniosłam się z łóżka i zobaczyłam twarz przyjaciela.
-Czego chcesz?- ziewnęłam.
-Jest za dwadzieścia inteligencie.- przyłożył do szyby telefon na którym widniała godzina.
-Boże Kat ty idiotko, a prosił żebyś się nie spóźniła!- Mruczałam pod nosem szybko ubierając się i ogarniając twarz. Wyleciałam z domu bez śniadania. Patrze na telefon i klikam na nową wiadomość.
,,Zamknąłem drzwi''. W takich momentach ciesze się że Mia oddała mu klucze.
Popchnęłam mocno ciężkie drzwi szkoły, które zaskrzypiały. Szybkim krokiem podeszłam pod gabinet pana Dyrektora i zapukałam.
-Wejdź.- odezwał się gruby głos zza drzwi.
-Dzień dobry.- mruknęłam pod nosem.
-Kat miałaś się nie spóźniać, nie dziś.- przyłożył rękę do czoła.
-Wiem proszę pana i bardzo przepraszam.-schowałam usta za szalikiem.- A więc gdzie jest nasza gwiazda?
-Zaraz przyjdzie.- uśmiechnął się kącikami ust.
-No pewnie, bo jemu się można spóźniać bo to wielka gwiazda.- odkaszlnęłam.
-Pewnie miał ważny powód.- usiadł za swoim biurkiem.
-Nie, tak w sumie to zaspałem.- uśmiechnął się wysoki blondyn stojący na progu.
-Witam Panie Sangster, to pańska przewodniczka po naszej szkole jak i również po mieście.- uścisnął mu dłoń.- Możecie już iść.- wypędził nas z swojego biura.
-Cześć jestem Kathrina i tak jak powiedział przed chwilą Dyrcio będę spełniała rolę twojego przewodnika, już ci współczuje, bo nie należę do dobrych oprowadzających.
-Sie zobaczy.- uśmiechnął się a jego białe zęby zabłysły. Obróciłam się i ruszyłam korytarzem prosto.
-Na początku pójdziemy do szafek, dlatego że muszę sobie odłożyć rzeczy.- obróciłam lekko głowę by zobaczyć jego reakcje, nic. Po odłożeniu rzeczy pokazałam mu jego szafkę, klasy, łazienki.
-Słuchaj, czy twoja szkoła wie że tu będę chodzić?- zadał pytanie.
-Tak, wszyscy srają w gacie z tego powodu.- obróciłam oczami.
-Czy jest jakieś miejsce gdzie mnie nie znajdą?- stanął na przeciwko mnie.
-A co boisz się ich?- zaśmiałam się.
-Nie, eh i tak nie zrozumiesz.- obrócił głowę lekko w prawo.
-No dobra, teraz pójdziesz za mną, mamy trzy minuty do dzwonka. Ja zabiorę cię w bezpieczne miejsce a ty mi powiesz czemu.-Kiwnął głową i ruszyliśmy biegiem na samą górę. Popchnęłam kraty które były otwarte cały rok mimo tego nikt tam nigdy nie wchodził. Weszliśmy do małego pokoiku z oknem i drabiną. Wspięliśmy się po drabinie i zamknęliśmy klapkę.
-Łał, ale tu pięknie. Jesteś pewna że nas tu nie znajdą?- usiadł na poduszce w kącie.
-Nie ma opcji, to moje ulubione miejsce. Przychodzę tu za każdym razem kiedy chce odpocząć od ludzi.- uśmiechnęłam się.-Teraz mów o co chodzi.
-Każdego dnia, podchodzą do mnie ludzie którzy chcą mój podpis lub zdjęcie.-jęknął.
-To chyba powinieneś się cieszyć.- zdziwiłam się.
-To nie jest do końca tak jak sobie to wyobrażasz. Myślisz pewnie że rodzaje autografy i zdjęcia i chodzę na wywiady że to czyta przyjemność. A tak naprawdę to jest męczarnia, kiedy sto dziewczyn zaczyna krzyczeć twoje imię, skakać po tobie i tak dalej. Było to fajne, do czasu.- nagle posmutniał.
-No nie tak sobie to wszystko wyobrażałam. Jako twój przewodnik postaram się w miarę ogarnąć tłumy szalejących i sikających w majtki fanek.- uśmiechnęłam się.
-Czyli tak jakby prywatny ochroniarz?-zapytał podnosząc wzrok i kierując go na mnie.
-Można to tak nazwać.- mrugnęłam prawą powieką.
-Okej, ale obiecujesz? Na mały paluszek?-podniósł rękę i wyprostował mały paluszek w prawej ręce.
-Obiecuje.- zahaczyłam go moim. Oboje patrzeliśmy się na siebie przez jakiś czas z drobnym uśmiechem.
-Jest w tobie coś takiego innego, czego do tej pory nie spotkałem.- podniósł kąciki ust.
-Na przykład?- pochyliłam głowę.
-Jeszcze tego nie wiem, ale mam nadzieje że wkrótce się dowiem.- znów uśmiechnął się i popatrzył na mnie tą swoją miną podrywacza. Niestety na mnie to nie działa. Przez następne kilka godzin oprowadzałam go po szkole, chowaliśmy się po kiblach i tak dalej. Skończyłam więc mogłam iść do domu, wzięłam rzeczy z szafki i kierowałam się do wyjścia.
-Ej, dzięki za dziś.- powiedział przepuszczając mnie przez drzwi.
-Nie ma za co.- uśmiechnęłam się.
-Słuchaj może dałabyś się zaprosić na kawę?-zapytał dotrzymując mi równego kroku.
-Nie, przepraszam umówiłam się  z przyjacielem.- odpowiedziałam po czym spojrzałam na niego, jego twarz zbladła. Wydawał się być no, zawiedziony.
-Trudno, to innym razem. Do jutra.- znów uśmiechnął się lekko. Coś chwyciło mnie za serce, Przez całą drogę myślałam o tym jak odmówiłam mu tej kawy. Mam poczucie winy o głupi napój z cofenią. Puknęłam w drzwi trzy razy i nie czekałam nawet sekundy a Dylan już mi otworzył. Na kanapie leżał Luke jak zwykle w swojej obcisłej koszulce przez którą widać jego idealnie wrzeźbione ciało.
-No widzę że się już wprowadziliście.- zaśmiałam się i dałam buziaka w policzek Lukowi.
-Opowiadaj jak się oprowadzało?-Dyl podał mi wodę i usiadł obok mnie.
-A ciekawie powiem ci, nawet nie jest taki zły, ale i tak jakoś za nim nie przepadam. Zaprosił mnie dziś na kawę.- uśmiechnęłam się.
-To świetnie! O której?- ucieszył się przyjaciel.
-Nie zgodziłam się, przecież jestem z wami umówiona.- pacnęłam go po głowie- Idę się ogarnąć, nie zepsujcie mi domu proszę. Jak powiedziałam tak i zrobiłam, pół godziny później byłam gotowa.
-Dobra misie kochane idziemy, bo muszę wcześniej wrócić do domu.- złapałam za rękę obydwóch pakerów i pociągnęłam w stronę drzwi. -A wgl, gdzie idziemy?
-Do fasti, są tam najlepsze pizze!- podskoczył z radości Luke.
-O matko znów? Jeszcze wam się nie znudziła?- uśmiechnęłam się wchodząc do klimatycznej pizzeri. Chwila zastanowienia, nie jednak nie. Nawet nie wzieli menu. Od razu z głowy.
-A ty co chcesz Kat?- zapytał Dylan.
-Kawę,  tą trzy w jednym.-uśmiechnęłam się.
-Dwa razy poproszę.- dokończył i odesłał kelnerkę do kuchni.
-Dwa razy? po co? przecież wy kawy nie pijecie.- zdziwiłam się.
-No my nie, ale Tom tak.- puścił mi oczko. Dobrze że zostałam wtajemniczona w ich plan, zresztą jak zawsze. Dziesięć minut później przyszedł nasz gwiazdor.
-No hej, wybaczcie za spóźnienie.-Przybił żółwika na powitanie i usiadł.
-Kat, co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony.
-Eee, raczej co ty tu robisz?-przewróciłam oczami.
-Zadałem pytanie pierwszy.-uśmiechnął się.
-Przyszłam tu z przyjaciółmi. Nie musisz odpowiadać, już ją znam.- popatrzyłam momentalnie na Dylana który próbował udawać że go nie ma.
-Smacznego.-Powiedziała kelnerka przynosząc  nam po pewnym czasie zamówienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz